W kontekście lektury można ten czas spożytkować dwojako. Zdarza mi się z rozmysłem sięgać po czytadła (i lekkie w formie programy telewizyjne). Łagodzą tumult spraw i myśli, uspokajają, choć głębszej treści nie niosą. Częstokroć nawet zapominam autorów i tytuły. Taka kuracja – o ile jest krótka i kontrolowana – przydaje się na starcie.
Warto później przełączyć się na inny tryb. Zilustrowałabym go przewrotną tezą, którą często stawia mój proboszcz: nie należy czytać dobrych książek...
Pomóż w rozwoju naszego portalu
...trzeba sięgać po te najlepsze.
Skoro cenimy swój czas, również ten wolny, warto wypełnić go owocnie. Jeśli więc lektura ma zostawić trwały ślad, sięgajmy po coś, co nie będzie przypadkowe. Taki charakter mają dla mnie wielkie polskie powieści, zwłaszcza te, które kiedyś mieliśmy w kanonie szkolnych lektur i „przerabialiśmy”. Powrót po latach do Nad Niemnem czy Lalki albo spotkanie z Emancypantkami były dla mnie doświadczeniem zupełnie niezwykłym. Ileż treści, jakże aktualne obserwacje dotyczące życia, wreszcie – co za wspaniała polszczyzna. Zaiste klasyka się nie starzeje.
Jeślibyśmy natomiast chcieli lektury rozwojowej, która miałaby nas twórczo zasilić przed nowym sezonem pracy i nauki, zwróciłabym uwagę na ostatnią książkę ks. Leszka Slipka Aby nie ustać w drodze.
Reklama
Rzecz dotyczy przeżywania Mszy św. Autor stawia tezę, że „Eucharystia nie jest czymś gotowym, opakowanym, oddanym do dyspozycji. Nie jest produktem, po który się sięga jak w supermarkecie. Eucharystia jest zawsze nowa, bo życie się nie powtarza. Ona czyni nowymi tych, którzy ją celebrują, a także tych, którzy w niej jako wierni uczestniczą. Ona ich wszystkich zmienia i nie pozwala im nigdy odejść takimi, jacy byli, gdy do niej przystępowali”.
Książka zaprasza do ponownego odkrycia smaku i sensu Eucharystii, a także niedzieli – dnia Pańskiego. Pomaga wydobyć się z rutyny biernego uczestnictwa na rzecz udziału świadomego, opartego na zrozumieniu znaków, gestów i symboli. Trafia do różnych odbiorców. Działa ożywczo na tych, którym wagi Eucharystii nie trzeba uświadamiać. Wspomaga również tych, którym sprawy dziejące się na ołtarzu spowszedniały i przestały smakować.
Kiedy zaczynamy rozumieć gesty i słowa Liturgii, wytwarza się w nas – jak pisze autor – „podziemna rzeka”, która płynie swoim nurtem i nadaje głęboki sens wspólnej modlitwie. Skupienie na Eucharystii i należyte jej przeżywanie wymaga znajomości kodu. Jeśli znajdziemy do niego klucz, zyskujemy poczucie bezpieczeństwa i wewnętrznego spokoju.
Książka ks. Leszka Slipka uczy nas tego kodu. Dowiadujemy się np., jak aromatyczny dym okadzania ołtarza staje się symbolem bezinteresownej miłości i pięknej rozrzutności. Przyglądamy się dłoniom kapłana, których ruchy składają się na osobny modlitewny język.
Reklama
Ciekawa jest także kolekta, czyli modlitwa „Módlmy się...” tuż przed Liturgią Słowa. Zbiera ona osobiste intencje, radości i smutki wszystkich zgromadzonych i tworzy z nich jedną wspólną prośbę. Nader ciekawe są dla mnie objaśnienia dotyczące używanych słów i zwrotów, które nigdy nie są przypadkowe. Kolekta taki właśnie wewnętrzny porządek zachowuje: po zwrocie do Boga Ojca (właśnie do Niego) i wskazaniu któregoś z Jego przymiotów mowa jest o działaniu Boga wobec człowieka, a to prowadzi do wyrażenia prośby ośmielonej wielkością Bożych dzieł.
Cenne są refleksje odnoszące się do ciszy i milczenia. Autor zwraca uwagę, że jak pauza w równym stopniu należy do muzyki, podobnie milczenie w trakcie Mszy św. jest jej integralnym, wewnętrznym składnikiem. Bez chwil ciszy grozi nam, że dotrzemy do końca Liturgii zdyszani, jak do mety wyścigu, nie korzystając z żadnych jej bogactw. Wakacyjny odpoczynek sprzyja właśnie takiej nauce milczenia, która pozwala słowu Bożemu prawdziwie w nas wybrzmieć, korygować nas od wewnątrz i przynosić owoce.
Książka uświadamia nam, że to, co racjonalne, wypowiadane i widoczne na powierzchni, jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Wakacje to dobry moment, aby poruszyć to, co ukryte w głębinie serca, i mocniej związać Liturgię z naszym codziennym, ludzkim doświadczeniem. W tym tkwi nieodkryte piękno misterium.





