Przyznaję: polecanie Chestertona jako lektury plażowej brzmi mniej więcej tak, jakby ktoś zaproponował zabranie na wakacje teleskopu, encyklopedii i nauczyciela logiki. Człowiek odruchowo myśli: „to chyba nie będzie lekki bagaż”. A jednak mam pewne podejrzenie: gdyby Gilbert Keith Chesterton żył dziś, siedziałby gdzieś pod wielkim słomkowym parasolem, jadł lody z przesadną radością i obserwował ludzi z miną człowieka, który właśnie odkrył, że cała ludzkość jest jednocześnie trochę śmieszna i bardzo kochana. Bo Heretycy, Ortodoksja i Obrona rozumu to książki niezwykłe. To jedne z niewielu lektur, po których człowiek czuje się jednocześnie mądrzejszy i lżejszy. Wakacyjne czytanie zwykle dzieli się na dwa rodzaje. Pierwszy: książki tak lekkie, że po tygodniu pamiętamy już tylko kolor okładki. Drugi: książki tak ciężkie, że człowiek po 30 stronach zaczyna tęsknić za instrukcją obsługi pralki. Chesterton stoi gdzieś pośrodku. Pisze rzeczy głębokie, ale robi to z wdziękiem człowieka, który nie chce nikogo przygnieść własną mądrością.
Reklama
Heretycy są trochę jak spacer po deptaku pełnym ludzi. Autor przygląda się różnym modom, poglądom i przekonaniom swojej epoki, ale robi to z humorem dobrego obserwatora. I nagle okazuje się, że ludzie sto lat temu byli zadziwiająco podobni do nas. Też uwielbiali uważać, że właśnie żyją w najbardziej nowoczesnych czasach świata. Też byli przekonani, że wszystko odkryli od nowa. Też sądzili, że poprzednie pokolenia były miłe, ale raczej niezbyt bystre. Zmieniły się fryzury, samochody i długość spodni. Człowiek pozostał zaskakująco podobny. Chesterton przypomina tu trochę sympatycznego ratownika na plaży. Widzi człowieka, który z pełną pewnością siebie płynie materacem na środek Bałtyku i krzyczy:
Pomóż w rozwoju naszego portalu
– Wreszcie jestem całkowicie wolny!
Na co Chesterton spokojnie odpowiada:
– To bardzo ciekawe, ale czy zauważył pan, że odpływa właśnie do Szwecji?
Potem przychodzi Ortodoksja – chyba jedna z najbardziej pogodnych książek o wielkich sprawach, jakie znam. Dziś często mamy wrażenie, że mądry człowiek powinien wyglądać na bardzo zmęczonego życiem. Dobrze byłoby jeszcze patrzeć przez okno podczas deszczu i od czasu do czasu ciężko wzdychać. Chesterton najwyraźniej nie dostał tej instrukcji. On zachowuje się tak, jakby odkrył wielką tajemnicę: że świat jest zadziwiająco ciekawy. Że trawa jest zielona nie dlatego, że musi być, ale dlatego, że ktoś miał fantazję. Że poranek jest nie tyle obowiązkiem natury, ile codziennym prezentem. Że człowiekowi łatwiej oddychać, kiedy od czasu do czasu się zachwyci. Po tej książce można wrócić z plaży i przez chwilę patrzeć z większą sympatią nawet na mewy kradnące frytki. Chociaż akurat wobec mew zalecam ostrożność. Niektóre z nich mają charakter drobnych gangsterów.
A Obrona rozumu? To trochę jak rozmowa z bardzo inteligentnym przyjacielem przy kawie. Takim, który nie mówi:
– Posłuchaj, teraz w godzinę wyjaśnię ci sens życia.
Tylko raczej:
– Mam jedno pytanie: czy zauważyłeś, że próbujemy czasem naprawiać zegarek młotkiem?
Chesterton z wielką łagodnością pokazuje, że zdrowy rozsądek jest dużo bardziej fascynujący, niż nam się wydaje. Największy urok tych książek polega jednak na czymś innym. Po ich przeczytaniu człowiek nie ma ochoty mówić: „ale ten Chesterton był genialny”. Raczej myśli: „jakim cudem nie zauważałem tego wcześniej?”. A to jest chyba najlepszy rodzaj lektury na lato. Bo dobra książka na plażę nie musi sprawiać, że człowiek zapomina o świecie. Czasem wystarczy, że sprawi, iż zobaczy go odrobinę świeżej. I właśnie wtedy, między szumem fal, zapachem kawy i piaskiem, który nie wiadomo jakim sposobem znalazł się nawet w kanapce, może się wydarzyć coś bardzo przyjemnego. Człowiek zamyka książkę, uśmiecha się i myśli: „świat jest jednak dużo ciekawszy, niż mi się wydawało”.





