Wszystkim, co robią, chcą wynagradzać Bożemu Sercu za grzechy i brak miłości świata. Posługują wszędzie tam, gdzie posyła je Kościół, i starają się odpowiadać na potrzeby czasu. Siostry Bożego Serca Jezusa oddają cześć i chwałę Chrystusowi już od 121 lat. W ubiegłym roku ich dzieło „Pozytywka” obchodziło 15. rocznicę działalności.
Ofiara Miłości
– Matka Gabriela Klausa w 1905 r. założyła we Wrocławiu Sodalicję Bożego Serca Jezusa – wspólnotę wykształconych pań, które poświęcały swoje życie wynagradzaniu Bożemu Sercu Jezusa przez służbę drugiemu człowiekowi. Założyła też pierwszy na obecnych ziemiach Polski Sekretariat Caritas – opowiada s. Magdalena Stachura ze Zgromadzenia Sióstr Bożego Serca Jezusa. Z sodalicji powstało zgromadzenie, którego trzonem duchowości jest Victima Caritatis – Ofiara Miłości.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Od ponad stu lat siostry nieprzerwanie służą we Wrocławiu. – Od początku siostry starały się pomagać najbardziej potrzebującym, opiekowały się m.in. sierotami, a w naszym domu gromadziły dziewczęta z niepełnosprawnością intelektualną, by przygotowywać je do samodzielności. Prowadziły bardzo wiele różnych dzieł w zależności od potrzeb tamtych czasów – I wojny światowej, międzywojnia i okresu nazizmu. Zakładały nawet punkty pomocy prawnej, co było nowością na tamte czasy. Warto podkreślić, że od 1915 r. aż do końca II wojny światowej nieustannie pomagały Polakom, mimo że pierwsze siostry były Ślązaczkami i Niemkami. Już w czasach nazizmu do zgromadzenia wstępowały siostry polskiego pochodzenia, dzięki czemu zgromadzenie mogło zostać na tych ziemiach i dalej nieprzerwanie służyć Kościołowi wrocławskiemu – tłumaczy s. Magdalena. – Dzisiaj dalej posługujemy na różne sposoby w Caritas, a w tym samym domu, co przed 100 laty, opiekujemy się również dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną – dodaje.
Kochać mogę zawsze
Siostry Bożego Serca Jezusa służą Kościołowi wrocławskiemu na wiele sposobów, m.in. jako zakrystianki, organistki, prowadzą katechezę, służą w duszpasterstwie niesłyszących, a przełożona generalna posługuje w łaźni dla bezdomnych. Podkreślają, że nieważne jest, jaką pracę się wykonuje, ważne, by czynić to z miłością.
Siostra Marietta Miksa wyjaśnia, że praca sióstr to nie jest cel sam w sobie. To tylko środek, by wynagradzać Bożemu Sercu, by pokazywać i głosić miłość Boga innym. – Jezus – On jest pierwszy. My jesteśmy w cieniu. Kiedy naprawdę będziemy w cieniu, wtedy Jezus będzie świecił przez nas – zaznacza i dodaje: – Co zrobić, żeby wszędzie tam, gdzie jesteśmy, ludzie widzieli nie nas, ale Jezusa i miłość wylewającą się z Jego kochającego Serca? Tu ważna jest nasza wewnętrzna motywacja: dlaczego to robię? Kogo chcę gloryfikować w swoim życiu? Czy mam dobry dzień, czy zły, czy mi się chce, czy nie – idę do służby, bo Serce Jezusa mnie wzywa, bo widzę cel. Myślę, że to duchowość dla wszystkich, bo odnaleźć się w niej mogą także osoby świeckie.
– Trwamy przy Bożym Sercu i tak naprawdę dajemy to nasze małe „nic”, a zarazem nasze „wszystko”, co mamy, a On to przyjmuje i przemienia – podkreśla s. Marietta.
Reklama
– Nasza służba ma być potwierdzeniem tego, co zaczerpniemy w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem. Dzięki Chrystusowi mamy siłę, żeby służyć na różnych polach i nieść Boże Serce dalej. Chcemy, żeby Serce Boże było wielbione przez wszystkich. Ono chce dziś powiedzieć światu: Trwajcie przy Mnie. Ja jestem miłością – przekonuje s. Magdalena.
„Pozytywka”
– Można powiedzieć, że Klubowe Centrum Aktywności Dzieci i Młodzieży „Pozytywka” jest pewną ciągłością dzieła sióstr sprzed 100 lat – mówi s. Katarzyna Fabicka. We wrześniu ub.r. minęło 15 lat od rozpoczęcia działalności „Pozytywki”. Od początku jest to miejsce, gdzie dzieci z różnymi niepełnosprawnościami mogą się spotkać, nawiązać relację, przeżyć coś ciekawego. – Widzimy u dzieci dużą potrzebę własnej przestrzeni spotkania, przyjaźni, które realnie się tu nawiązują, a nawet związków. Ta młodzież ma takie same potrzeby jak ich zdrowi rówieśnicy, a dużo mniejsze możliwości. Takie dzieci są często samotne – brakuje miejsc, gdzie mogłyby nie tylko przyjść do jakiegoś specjalisty czy na terapię, ale po prostu pograć w piłkę z kimś, kto traktuje je na równi, zorganizować urodziny, na które ktoś będzie chciał przyjść – dodaje s. Katarzyna.
Jak przekazuje, „Pozytywka” stała się też miejscem pomocy rodzinom, bo nie tylko dzieci są zaopiekowane, ale i rodzice mają chwilę wytchnienia, kiedy zostawiają pociechy pod opieką sióstr: – Oni też mogą się tu ze sobą spotkać, wymienić doświadczeniami, mają czas na spokojne zajrzenie do naszej kaplicy – to taka przestrzeń relaksu i bezpieczeństwa przy Bożym Sercu.
Siostry planują rozwinąć ofertę „pozytywkowych” zajęć i stworzyć dodatkową grupę maluchów. – Zapraszamy do „Pozytywki” dzieci w wieku od 6 do 12 lat. Dzieci z różną niepełnosprawnością intelektualną, ruchową, z autyzmem, z zespołem Downa. Nasza dotychczasowa grupa „pozytywkowa” to już młodzież, ale widzimy dużo chętnych w młodszym wieku i dla nich także chcemy taką grupę stworzyć – zaprasza s. Katarzyna i dodaje: – To dla nich szansa na poznanie rówieśników, z którymi będą mogły się pobawić, na wspólnotę, w której będą się czuły akceptowane, w której nikt nie będzie ich oceniał i odtrącał. A dla rodziców to chwila odpoczynku i pewność, że dziecko jest w dobrych rękach.




